Geoblog.pl    micwasik    Podróże    Ameryka Południowa 2008    Colombia: Volcan de Lodo El Totumo, Cartagen - najładniejsze miasto Ameryki Poludniowej :)
Zwiń mapę
2008
12
wrz

Colombia: Volcan de Lodo El Totumo, Cartagen - najładniejsze miasto Ameryki Poludniowej :)

 
Kolumbia
Kolumbia, Cartagena
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 32229 km
 
12.09.2008 (pt.)
Taganga. Monica (5.000 COP, namiot)

Rano o 6-ej pobudka, zwijanie namiotu, pakowanie, śniadanko, prysznic i w drogę!
7:00 bus Taganga - Santa Marta terminal (1.000 COP)
8:00 bus Santa Marta - Burranquilla (7.000 COP, 2h)Zostawili mnie gdzieś na środku drogi, skąd wziąłem “maxi-taxi” z 3 wielkimi Murzynkami do El Totumo (3.000 COP, 40 min.). Stamtąd trzeba dojść drogą 15-30 min. i zaś odbija się do wulkanu kolejne 15 min.
VOLCAN DE LODO EL TOTUMO ma zaledwie 15m wysokości (5.000 COP), wchodzi się po drabince i można taplać się w błocku, które ponoć wypływa z 2.000m poniżej! Świetne doświadczenie! Zupełnie inna wyporność niż woda, a zanurkować to się prawie nie da!
Zaś można dać obeschnąć błocku (ponoć ma jakieś ”magiczne” właściwości zdrowotne) i skąpać się w pobliskim jeziorku. Są tez panie, które oferują pomoc w zmywaniu błocka (tylko nie wiem po co – przecie samemu też można, nie?! ;)).
Jako dobre zakończenie tegoż doświadczenia uraczyłem się całym orzechem kokosowym (2.000 COP), którego to chyba od Brazylii nie jadłem :)!
Ok. 15:30 na jakiś bocznych drogach udało mi się złapać bus do Cartageny (2.000 COP, 1 h), wcześniej klucząc miejscowym busem po wioseczkach (trochę skomplikowanie się wydostać z tego wulkanu ;))!
O 18:00 dobiłem do Cartageny i zładowałem u Fernando, który planuje 10-o letnią podróż na motorze dookoła świata - to ci dopiero!

13.09.2008 (sob.)
Cartagena. Fernando

Wstaję wcześnie, by się zabrać autem do Cartageny z Felipe (syn Fernando) - mieszkają nieco (2h) poza centrum, w Turbaco ;)!
O 8:00, chyba jako pierwsza osoba tegoż dnia zwiedzam Castillo de San Felipe (7.000 COP - stud.). Druga w moim życiu tego typu fortyfikacja, jaką widziałem - pierwsza była chyba w Irlandii. Jest to forteca przeciw piratom i innym najeźdźcom, kolonialna ma się rozumieć, z armatami, wieżyczkami obserwacyjnymi, tunelami podziemnymi - znów czuję się jak w grze “Secret of Monkey Island” (Lucas Arts) ;)!
CARTAGENA, a w szczególności “ciudad amurallada” (miasto otoczone murami) naprawdę jest najśliczniejszą częścią historyczną tego typu w Am. Płd. (z tego. co widziałem) - Lonely Planet tym razem nie kłamał ;)!
Mnóstwo tu kolorowych domów, z balkonami, werandami, wszystko ukwiecone, bezpiecznie i… trochę za gorąco jak dla mnie ;)!
Odwiedziłem Muzeum Złota - szczególnie mnie zachwyciły figurki rodem z science fiction!
Ok. 13:30 udałem się do “bevegas”, takie “piwnice”, gdzie obecnie sprzedają “artesanales”, czyli artyści, rzemieślnicy. W obrębie miasta “obmurowanego” wszystko jest jednak drogie…
Na zakończenie dnia udałem się na przechadzkę po murach obronnych. Jako, że słońce mnie zmęczyło udałem się wcześniej do domu, po drodze zahaczając o tutejszy “Carrefour”, czyli “Exito” J - krajoznawczo :)!
Wieczorek spędziłem przed kompem, porządkując fotki!

14.09.2008 (niedz.)
Cartagena. Fernando

Typowy punkt programu niedzielnego - kościółek na 10-ą, zaś zwiedzanie innych świątyń (w niedziele rano duża szansa, że są otwarte) ;) - Santo Domingo, katedra!
Ok. 11:30 udałem się na Mercado Bazurto - miejsce, gdzie kupują mieszkańcy Cartageny, nie turyści. Czadowe krótkie spodenki “karaibskie” mają, więc zakupiłem od razu dwie pary J (13.000 COP, 5.000 COP). Trochę upominków innych też nazbierałem ;)!
Lubię rynki! Ten jest wielki i ciekawy! Jest wszystko: jedzenie, rzeczy, stragany, sklepy - się dzieje! J Najfajniej raczyć się tutejszymi specjałami na ryneczku: arepy (1.000 COP; 1,25 PLN), banany (100 COP za sztukę!), sok z limonek (500-2000 COP; 0,70-2,50 PLN), coco (1.500 COP), cocada - “kokosanka” (500 COP).
O 15:30 zładowałem w domu, bo Felipe i współtowarzysz - Jaime - mieli próbę zespołu! I to jakiego! W środku Kolumbii, nad Morzem Karaibskim - nie salsa, vallenato, cha-npeta, tylko BLACK METAL :)! Felipe wygląda jak na ładnego chłopca z katalogi odzieży, ale nie sądźmy po wyglądzie! Co za super szczęście, że spotkałem osobę o takich samych zainteresowaniach jak ja (tak, wrócę do robienia muzy po powrocie - koniecznie ;))! Chłopaki nagrywają na kompie, czyli na całym świecie jest tak samo!
www.myspace.com/feretroz (Malendo - check it out! ;))
Wieczorem bloga część wtóra ;)!

15.09.2008 (pon.)
Cartagena. Fernando

Rano się trochę przed kompem zasiedziałem i o 11-ej wybyłem znów na Mercado Bazurto w poszukiwaniu łódki na Playa Blanca - było jednak za późno… Dowiedziałem się natomiast, jak tam można się dostać “alternatywnie”, nie z przystani turystycznej za 40.000 COP :)!
Wszędzie minutos / llamadas - sprzedaż rozmów na komórki i stacjonarne ;)!
Ponownie odwiedziłem centrum, a konkretnie Palacio de la Inquisicion & Museo Historico (7.000 COP - stud.). To już drugie Muzeum Inkwizycji podczas mojej podróży (poprzednie w Limie - dwa razy odwiedziłem ;))! Chyba ze względu na przewodnika, bardziej mi się podobało w Limie - tu się zwiedza solo, ale i tak jest ciekawe (narzędzia tortur oczywiście, “wicked” zainteresowania ;))!
Museo Naval de Caribe w poniedziałek jest niestety zamknięte…
Poczekałem aż się ściemni, by zobaczyć podświetlenia budynków wieczorem - warto :)!
Trafiłem też na przepyszne lody z “dulce de leche” (”arequipe”) - 3 gały giganty za 1.000-1.500 COP! ;)

16.09.2008 (wt.)
Cartagena. Fernando

O 6-ej pobudka. Podróż na Playa Blanca zabrała mi wieki… Nie wiem, czy nie lepiej jednak z molo turystycznego płynąc… A było to tak:
Bus z domu do El Amparo (1.200 COP)
El Amparo - Buenos Aires (1.100 COP)Buenos Aires - Pasacaballo (1.200 COP, 1h) - taka wiochaPasacaballo - łódka (”lancha”) (2.000 COP, zdarli ze mnie i nie dało się negocjować, winno być 1.000 COP)
Moto z “Lancha” - Santana (chcieli 20.000 COP do Playa Blanca, winno być ok. 7.000 COP) i tez “nie negocjowalni”. Skończyło się na 4.000 COP, winno być 3.000 COP do Santana, skąd jest bus ok. 9-ej).
Bus Santana - Playa Blanca (2.000 COP, 1h). Już w autobusie panie mi oferowały masaż na plaży, w międzyczasie bus stanął w dymie - pierwsza ewakuacja pasażerów… Ze względu na deszcz poprzedniego dnia droga była w strasznym stanie i znów trzeba było wysiadać, by bus przejechał przez kałużę… Sami Murzyni oczywiście w busie - i simpatico :)!
PLAYA BLANCA jest ładna, ale nieco zaśmiecona… Snorkelowałem i fakt - jak słyszałem - woda bardziej przejrzysta niż w Taganga, rafa fajniejsza, ale do Isla de la Plata duuużo brakuje ;)!
Trochę się poprzechadzałem w tą i z powrotem, dałem się skusić na masaż w końcu (18.000 COP, cale ciało), lecz super profesjonalnie to to nie było - takie mam w ogóle wrażenie, że jakość nie jest najsilniejsza stroną Kolumbii ;)!
Ja chyba nie jestem typem plażowym - nudzi mnie szybko plaża… Czytam, smażę się, ale ile można ;)?!
Powrót zaserwowałem sobie komfortowy - łódką i udało się całkiem niedrogo (10.000 COP) wynegocjować do Cartageny (nie będziemy niereformowalnych murzajów ponownie wspierać ;)). Podróż była krotka (40 min.), ale super!!! Oglądać można wyspy pobliskie, mury obronne z morza, fale powodowały, że łódka skakała jak szalona :)! Bomba! J W końcu to pewnie ostatni raz na morzu!
Po powrocie do domu sprint: prysznic, pakowanie, kolacja, mail i na bus Cartagena - Medellin (85.000 COP - super drogo, 12h).
Z bonusów - soki przyrządzają tak: lód, owoce, woda/mleko, cukier - wszystko do miksera (musze kupić do domu taki ;)) i cedzą przez sitko, ale ja wolę ze wszystkim - więcej substancji odżywczych ;)!
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
micwasik
Michal Wasik
zwiedził 7% świata (14 państw)
Zasoby: 138 wpisów138 0 komentarzy0 0 zdjęć0 0 plików multimedialnych0