Geoblog.pl    micwasik    Podróże    Ameryka Południowa 2008    Ekwador: Quito (Mitad del Mundo, Rucu Pichincha)
Zwiń mapę
2008
10
sie

Ekwador: Quito (Mitad del Mundo, Rucu Pichincha)

 
Ekwador
Ekwador, Quito
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 30274 km
 
http://picasaweb.google.com/aroundsouthamerica

10.08.2008 (niedz.)
O 7:00 przybyłem do QUITO!

Jak zwykle zapomniałem, że kafaje I-netowe otwierają później, ok. 9-ej, a na dodatek niedziela… Nie mogę się z hostem skontaktować, ale udaje się do jego lokum, co zajmuje mi 3,5h w pełnym rynsztunku :(… Nie ma go, ale zostawiam bagaż i udaje się “na miacho” :)!
Quito jest bardzo przyjemne - mniejsze, niż się spodziewałem. Naprawdę ładnie! Przechadzam się po mieście, ale niemrawo, bo prawie nie spałem w nocy. Strasznie zimno było w autobusie, a ja sie “plażowo” w Puyo (dżungla) ubrałem…
W kafei internetowej spotykam zupełnie przypadkowo Heather i Cristine, które to spotkałem wcześniej w Qiulotoa :)!
Jako, że nocleg niepewny, uruchamiam plan B i Rosario jest tak miła, że mnie bez specjalnego wcześniejszego powiadomienia przyjmuje! Jedziemy z Cumbaya, Supermaxi, do dzielnicy sypialnej Quito :)!

11.08.2008 (pon.)
Quito. Rosario.

Jedziemy razem autem do pracy i tam, w biurach kongresu piszę bloga ;)!
Basilica del Voto Nacional (Misiorenros Oblatos) (wejście na wieżę 2 USD).
Bazylika sama w sobie jest w stylu gotyckim. Naprawdę warto wspiąć się na samą górę (uwaga: stromo! ;)). Piękne widoki na całe Quito! Na wieży jest galeryjka, sklep, toalety, restauracja oraz sklep z pamiątkami.
Iglesia de la Campañia de Jusus (2/1 USD - stud.).
Kościół śliczny, prawie cały w złocie. Na uwagę zasługują obrazy przedstawiające piekło (każdego potępionego jakieś stwory podgryzają ;))!
Quito posiada wiele placów całkiem blisko względem siebie położonych. M.in. plac św. Franciszka i Dominika. Myślę, że otwarte przestrzenie zawsze dużo uroku dodają miastu!
Całkiem przypadkowo - ponownie - spotykam dwie Amerykanki (Heather i Cristine) w kafei internetowej. Świat jest maly, a wszyscy obcokrajowcy odwiedzają te same miejsca…
O 18:00 spotykam się z Jose, synem Rosario, oglądając wcześniej Kościół Św. Tereski.
Udajemy się na trening Muay Thai - super akademia, mnóstwo długich worków, no i chłopaki konkretnie ćwicza - sparingi!
Fajne serie treningowe udało mi się podpatrzeć:
25x szybkie brzuszki, pompeczki, podskoki w przysiadzie - i to wszystko 5x!
100x uderzenia słabe w brzuch na “oklepanie”
50x w każda noga słaby low-kick
15x pompeczki z nogami w rozkroku i klatka do ziemi
kołyska na leząco, z nogami w 2 pozycjach
Ćwiczenia z workiem: 0.5 min. proste uderzenia, łokcie, uderzenia w brzuch, kolanka frontalne i boczne, low-kicki - 10x
Po treningu, pozostając w “bojowym” nastroju oglądaliśmy UFC na DVD!

12.08.2008 (wt.)
Quito. Rosario

Dziś zaczyna się w Quito “zlot misjonarzy” - www.cam3ecuador.org [obecnie link juz nieaktualny]
Chciałem dziś wjechać kolejką Teleferiqo na 4.100 m n.p.m. (4 USD), ale otwierali dopiero o 11-ej (dwie godziny czekania na darmo). Niema jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło: spotkałem Bettinę ze Szwajcarii. Po kupnie biletu postanowiłem jednak przełożyć wizytę (bilet ważny tydzień) na inny dzień, bo o 17-ej muszę odebrać plecak i miałbym mało czasu być się “delektować” ;).
Udałem się do centrum, które jest kopalnią skarbów - już tyle czasu tu spedziłem, wciąż jednak coś nowego, fajnego znajduję!
Kościoly i muzea zamykają jednak na przerwę obiadową.
W Quito bardzo często po południu pada - szybko i konkretnie. Za to poźniej znów jest słońce.
Odwiedziłem Muzeum św. Franciszka (2 USD, wraz z przewodnikiem) - bardzo ciekawe! Najbardziej podobają mi się patia wewnątrz klasztorów (tutaj tu aż dwa! :)). Ołtarz jest niestety w renowacji…
Po odebraniu plecaka udałem sie do Marii. Coż za nieprzęcietny… Nie… Nieprzęcietna rezydencja - galeria, muzeum i klimat jak 150!
Bardzo miłą i inteligentną rozmowę wraz całą rodzinką sobie ucięliśmy przy kolacji.
Ps: Po wielu miesiacach starań zwrócili mi środki zrabowane z karty płatniczej (Hestia)!

13.08.2008 (śr.)
Quito. Maria
Dzień netu!

http://picasaweb.google.com/aroundsouthamerica

14.08.2008 (czw.)
Quito. Maria

Mande! znaczy “nadawaj” - takie ekwadorskie “proszę”, gdy się czegoś niedosłyszy
Poza tym, że wczoraj z Maria Lorena udaliśmy się na nowego Batmana, to nic specjalnego się nie zdarzyło (film był po hiszpańsku - powtórka w Polsce murowana, ale i tak było fajnie ;)).
Dziś wycieczka “musowa” w okolicach Quito, czyli do “Mitad del Mundo” (Środek Świata) (2 USD).
Tak naprawdę osławiony pomnik nie znajduje się na środku świata według GPS, ale i tak wszyscy tam łażą ;). Nie będę się nad tym rozwodził, bo wielu to już przede mną robiło, a dla mnie i tak nie ma to większego znaczenia, czy środek świata jest dokładnie w tym miejscu, czy 240m obok ;)!
Cieszę się, że z Końca Świata (Fin del Mundo) - Ushuaia, udało mi się dotrzeć na Środek Świata. Kolejny etap to “koniec” Ameryki Południowej w Kolumbii ;)!
Obok pomnika znajduje się całkiem zabawne i ciekawe Museo Salar Inti Nan (3 USD, z przewodnikiem za “propinę“, ale nie koniecznie).
Wiadomo, że próbują ściągnąć turystów, czym tylko się da, ale - jak już wspomniałem - ponoć właśnie tam się znajduje prawdziwy Środek Świata :)!
Fajne “eksperymenta” tam robią! Na przykład: wiecie jak trudno jest iść z zamkniętymi oczyma tip-topami po równiku? W ogóle nie można utrzymać równowagi (i to nie pijąc alkoholu ;))! Ponoć to dlatego, że w 70% składamy się z wody…
Inną ciekawostką jest możliwość ustawienia jajka “na sztorc” na główce gwoździa - udało mi się to zrobić (dali nawet certyfikat) ;)!
Przypomniały mi się też zabawy z Salar de Uyuni po rumie, gdy “lewitowaliśmy” Neil’a - może to własnie stąd Asher zasięgnął wenę - dokładnie to samo robilim tutaj: jedna osoba siedzi, a inne podnoszą tylko palcami (cztery osoby). Zaś próbują ponownie, wcześniej układając dłonie nad głową”ofiary” (lewa, prawa)…
I wiecie co?! Naprawdę czułem energię “jeżdżącą” po kręgosłupie, jak mi machali łapskami nad czerepem ;)!
W muzeum jest też część etnograficzna - domy z dżungli, sprzęt i nieco gadulstwa (są też “tzantza” - zmniejszone głowy przez plemię Shuar, na temat którego Ewa napisała piękny elaborat w komentarzu ;))!
Możemy obejrzeć jedyny ponoć zegar słoneczny znajdujący się na równiku!
Są też eksperymenty z kierunkiem wirowania wody w różne strony w zależności od tego, na której półkuli się znajduje misa (na www.youtube.com wpisać należy “Mitad del Mundo Ecuador“).
Stamtąd udałem się do krateru wulkanu Pulutahua. Trzeba podjechać jakieś 5km autobusem (0.25 USD) i zaś drałować.
Tak naprawdę, to pewnie bym się nie domyślił, że to krater wulkanu, gdyby mi nie powiedzieli ;).
Ponoć są dwa typy kraterów: jeden stożkowy i drugi właśnie taki, jak Pulatahua, czyli wklęsły (wulkan się zapada po erupcji).
Można zejść na dno (20 minut) i w sumie - poza hostelem - nic ciekawego tam nie ma. Kolejne 20-30 minut z powrotem na górę.
Jako, że jeszcze trochę czasu mi zostało, udałem się do Parku La Catalina do Vivarium (3/1.5 USD - stud.), gdzie trzymają głównie węże i garstkę żab.
W sumie fajnie, bo można było dotknać boa, a nawet za 3 USD pacnąć fotkę sobie :)!
Okazuje się, że nie wszystkie węże są zabójczo jadowite, ale ponoć wszystkie są jadowite, tylko że jedynie niektóre mają kanały w zębach, by przewodzić jad…
Wieczorkiem udało się wyjść do knajpy z Marią Loreną i jej koleżankami, a także przy tej okazji podziwiać Quito nocą :)!

15.08.2008 (pt.)
Quito. Maria

http://www.quitocultura.com

Kolejna próba zmierzenia się z Teleferiqo! Bilet mam! Plecak duży zostawiam w “bileterii” i ku mojemu zaskoczeniu naprawdę jest mało ludzi - nie to , co poprzednim razem…
Zaraz na wejściu na szlak (wjeżdża się kolejką na 4.100 m n.p.m.) napotykam - jak się później okazuje - przefajnego Amerykanina - Lence’a - który, z tego powodu, że mu “buddy” nawalił (na “soroche” - choroba wysokościowa), mnie zagadnął i razem na szczyt Rucu Pichincha się wspięliśmy (4.700 m n.p.m., 2h, Lonely Planet mówi, że trzy potrzeba, ale my “sportsmeny” ;)).
Należy Wam się wyjaśnienie, że straszą w przewodniku, że na szlaku napadają, więc połączylim siły!
Nie żebym się przechwalał ;), ale Lens jest instruktorem BJJ w Stanach, a pod koniec treku został znacznie w tyle ;)! No ok, pewnie w BJJ by mnie “poskładał” ;)!
Na szczycie spotkalim kolejnego przedstawiciela Ameryki Północnej, tym razem z Quebecu. Niektórzy to straszne gaduły :)…
Strasznie też na szczycie zmarzliśmy i widoki takie sobie, bo niebo chmurne, ale fajnie się rozmawiało w czasie treku (chyba po to się głównie chodzi po górach ;))!
Spokojnie zeszliśmy około 15-ej na dół, gaworząc (jedni mniej, drudzy więcej - wiele)…
Ok. 18 zlądowalem u Ty (Jeff), Samir’a i Yoanny’ego. Za dwa tygodnie otwierają restaurację “Sweet Sensations” :)! Apartament 340 m2… Chyba takiego przepychu jeszczem nie widział w życiu ;)!
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
micwasik
Michal Wasik
zwiedził 7% świata (14 państw)
Zasoby: 138 wpisów138 0 komentarzy0 0 zdjęć0 0 plików multimedialnych0