Geoblog.pl    micwasik    Podróże    Ameryka Południowa 2008    Ekwador: Puyo i okolice (dżungla), Hola Vida
Zwiń mapę
2008
05
sie

Ekwador: Puyo i okolice (dżungla), Hola Vida

 
Ekwador
Ekwador, Puyo
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 30078 km
 
http://picasaweb.google.com/aroundsouthamerica

05.08.2008 (wt.)
Banos. Namiot Chez Roberto

W Banos jest kościół ku czci Matki Boskiej, słynacej z dokonania cudów w tej okolicy. Kościół ma śliczny dziedziniec (pewnie konwentowy), a także muzeum (w którym jednak nie bylem).
O 9.00 udałem się autobusem z Banos do Puyo (2 USD, 1,5h), by o 12.30 się spotkać z Susan.
Super odmianą od Peru jest to, że w busach puszczają zamiast nie do zniesienia przeze mnie “techno cumbia” - salsę - milutko ;)!
W PUYO udałem się na “paseo turistico” [”dróżka turystyczna”], znajdujące się w północnej części miasta. Zaraz przy wejściu można się udać na punkt widokowy (0,25 USD). Raczej on nie zachwyca, ale też nie jest strasznie drogi i nie zabiera za dużo czasu, żeby nie można było na niego wleźć ;).
Po przejściu około 200m paseo turistico można zwiedzić Parque Entografico Omaere. Ja tym razem się nie zdecydowałem, bo - trzeba Wam wiedzieć - że praktyka powszechna tak funkcjonuje (przynajmniejw Puyo), że gdy nie ma dostatecznej ilości osób (np. żeby się pięć “zielonych” uzbierało), to należy płacić za pozostałe osoby, gdy się chce wejść…
Takiego procederu wspierać nie będziem ;)!
Samo paseo turistico tak naprawdę nie ma nic szczególnego do zaoferowania… Ok, idzie się dźunglą zaraz obok miasta, ale żeby jakieś stworki, choćby małe zobaczyć, to raczej nie ma szans… O większych stworkach nie ma nawet co wspominać.
PUYO to takie betonowe miasto na granicy dżungli. Zaraz za płotem - “selva” [dżungla]. Jest ciepło, ale - jak to w dżungli - pada codziennie!
ą ma ok. 2km. Wychodząc skierowałem się dalej na północ (drogą do Tena) do Yana Cocha (2 USD, wycieczka 45 min., wliczając przewodnika, w moim przypadku 16-letnia latorośl płci męskiej). Jest to swego rodzaju farma, gdzie nieco stworów dźunglowych można pooglądać!
Bardzo miło mnie to miejsce zakoczyło! Naprawdę sympatycznie! Można obejrzeć między innymi: małpy (charango [szympas] i inne), tukana, papugi (wielgaśne i kolorowe, a także nasze znajome, ale z klatki w Polsce - papużki faliste), ślimaki lądowe i wodne. Dodatkową atrakcją jest możliwość pobawienia się w Tarzana, czyli fruu! na linie (canopy) :)!
W drodze powrotnej złapała mnie mega ulewa - cóż - dżungla ;)!

06.08.2008 (śr.)
Puyo. Susan&Jerome

I-net 0,60 USD / h.
Kolejne podejście do Parque Entografico Omaere (3/1,50 USD - stud., wizyta z przewodnikiem 45 min.). Można obejrzeć domy Huoarani i Shuar. Przewodnik opowiada o własciwościach roślin, a jeśli ma się szczęście (a ja miałem), można trafić na orchidee, a także np. na pająki :)!
Stamtąd udałem się do centrum Puyo, skąd jedzie autobus jeden na godzinę (więc z nudy nieco drałowalem) do Parque Botanico Los Orchideas (w zależności od ilości osób 3-5 USD). Ja wybrałem opcję 3 USD - sam, ale miałem pecha, bo znów złapał mnie deszcz - jak to było? Dżungla, czy co?
Ponoć wizyta z przewodnikiem jest warta swej ceny. Faktycznie właściciel sprawiał wrażenie strasznego pasjonata.
Oprócz ogrodu jest też “muzeum” z mnóstwem fotografii, jakie to stwory w tym parku można spotkać, a także kilka zasuszonych eksponatów stworowych ;). Fakt - trudno uwierzyć, że na tak małym połaci ziemi żyje tyle stworzeń)!
Wielkie dzięki w stronę mojego Taty, który to mi za młodu imputował wiedzę o różnych ptakach, motylach, poczwarkach, gąsienicach i innych insektach, która to teraz swój renesans przeżywa ;)!
W Puyo sprzedają słodycze w trzciny cukrowej (1 USD / 5 tabliczek) - straszne “mordokleje” ;)!
Z fajniejszych owoców:
chirimoya - z mnóstwem pestek
granadilla - faktycznie jak granat nieco wygląda
pepino - co wcale nie wygląda jak ogórek, choć to właśnie znaczy. Jest to coś bardzo słodziutkie - mniam ;)!

07.08.2008 (czw.)
Puyo. Susan&Jerome

“Z myśla o karierze międzynarodowej [Kazik] ;)”:
The bus from Puyo to Pomona leaves at 6.15, 13.00 and 16.00. It gets back after around 2,5 hours (1 USD).
Just tell the driver to get off at waterfall (”cascada“) Hola Vida, next to BOUGAINVALLEAS HOSTAL and Centro Desideri.
They have a friendly dog, called Frederico ;)!

Frates. Antonio Valverde Flores (administrator)
BOUGAINVALLEAS Hostal (Turismo y Ayuda)
5 USD cabanas (inkl. mosquitiera, very decent conditions, with relatively very small amount of “friends” - animals, which is normal in a jungle ;)).
Via Macas, Km. 16 en el desvio a Pomona a 9 Km.
Entrada a la cascada “Hola Vida”.
rp40_antonio@hotmail.com
Porta: 09115 3636
Centro Desideri
Umberto D’Arista
becco3@yahoo.com

This is incredible how friendly these people are! We (two Swiss girls and I) just passed greetings from our common friends from Puyo and Umberto offered us a breakfast in the hostal (inkl. georgous coffee ;))!
The atmosphere was home-like: very friendly, everyone was equal (”Frates” means “brothers”), many people passing by the house (breakfast for workers, volunteers and us), opened doors for all the people of good will!
Just half an hour away from the hostal there is the most beautifull waterfall in this region: “Hola Vida” (1.50 USD). The waterfall is 30m high and has a pond of 5m diagonal. You go there through a nice jungle path and have a bath!
People from Centro Desieri support local communities: they organise camps for children (we witnessed Marco&Minerva’s - volunteers from Spain - classes) and they teach English to adults (a volunteer from Bulgaria/USA - Antonia).
There were classes in two communities (Vencedores and La Libertad), every other day. The games with kids last four hours (12-16), and English classes 1,5 hours (16-17.30).
This is all made for indigenous people out of philanthropic reasons, to help them do better! What a great idea and devotion!
There is a huge support and understanding from the side of local people needed, bacause it is sometimes hard to convince people that education is more important than for example fishing. Especially when the water level is low…
So, if you are volunteer or you are just passing by, do not miss a great opportunity to be a part of “family” FRATES, eighter helping out or just staying at hostal!
It is really great! I really recommend it to anyone! Another adventage is that you can get there independently by bus, much cheaper than taking an excursion to the jungle (min. 25-35 USD / day)!
Centro Desideri is working on many projects to support local people (for instance carpentry workshop, herbal garden), giving them space, infrastucture (houses) and ingredients to perform activities!
The idea is perfect and people are georgous!!!
One of the helping projects is also supplying local people with medical care - I witnessed a veterinarian help corps, made out of four medicine students from Quito.
They go from one communuty to another treating for example cows.
I just asked for a place to pitch my tent and I was offered a bed in cabana totally for free!
The cuisine is also delicious! All made from fresh products with lot of heart put into cooking!
Koniec kaleczenia angielskiego ;).
Zaś Antonio zabrał mnie do cabana, gdzie weterynarze niedoszli urzadzali sobie libację i graliśmy w całkiem niewybredną grę “verdad o desfio” (”prawda czy wyzwanie”). Typowo napiszę, że śmiechu było, co niemiara ;)!
Bonus info (choć nie sprawdzone): W Tsiraku (Pitrishca) można się skontaktować z Cesarem (tel. kom. 09886 1940), by zabrał do wspólnoty Uwijint.

08.08.2008 (pt.)
BOUGAINVALLEAS Hostal.

Na śniadanko pomagam robic crepes (tylko kropelka oleju i rozlewamy ciasto po patelni :))!
From the hostal you can visit on foot Mirador Altos de la Pastaza (one hour walk, the most popular one), just next to it Mirador on the hill (quite new, I am not sure if it has already a name ;)) and Mirador Chupa Punda Puyopungo.
In the same rgion there are INDICHURIS cabana with shaman (regular price 20 USD ayahuasca, 10 USD cleaning “limpieza“).
Ja zapłaciłem 2,5 USD za robienie zdjęć (jest sporo oswojonych zwierzaków w okolicy, z nieoswojonych ponoć można oglądać kajmany w nocy w pobliskim jeziorze), 2,5 USD za nocleg w super zakaraluszonej cabanii i 15 USD z ayahuasca.
Szaman wyglądał kultowo: z kłami zwierza na szyi, długie wlosy [na szcęście nie: długie, czarne, kręcone.. zęby ;P]. Dość śmiesznie wygladąło, gdy poproszony o fotkę zaczął się dostrajać w kolejne zdobycze z Bogu ducha winnych zwierzątek ;)!
Dość dużym zaskoczeniem było spotkanie w środku dżungli całej wycieczki Polaków z MK Tramping oraz ich przewodnika Shakaia!
Czas na “wywarek” :)! O 19.30 w chacie szamana, po pobieżnym “oczyszczeniu” (bo z tego w wersji pełnej zrezygnowałem), szaman przy “akompaniamencie” kadzidełka, opluwa cię jakimś świństwem szeleszcząc przy tym witkami z liści.
Myślę, że ta “kolońszczyzna” pewnie może pomóc przynajmniej w odstraszeniu insektów ;)!
Po “wywarku” często się wymiotuje (część oczyszczania), a także winno się… Cóż… Doświadczyć innych stanów świadomości…
W moim przypadku, a także uczestniczki wycieczki z Polski, ten drugi objaw nie wystąpił w ogóle, a ja doswiadczyłem pierwszego po ponownej wizycie u szanana o 23.00 (budząc go) i kosztując kolejną czarkę napitku…
Bieda z nedzą po prostu… Może jest tak jak z wódką: “Dawka śmietelna x, z wyjątkiem Polaków i Rosjan” ;)!
Ponoć poprzedni uczestnicy wycieczek ze wspomnianego biura doświadczali pełnego działania “wywaru”…
No cóż… Negocjacje cenowe z szamanem dnia następnego ;)!
Taki się nasuwa film “Natural Born Killers” i wizyta państwa Mickey & Mallory Knox u szamana na pustyni - ale oni chyba San Pedro kosztowali… Choć i w moim przypadku krzywdę chce się zrobić szamanowi ;)!

09.08.2008 (sob.)
Indichuris (5 USD).

Rano zacząłem negocjacje z szamanem… Trochę kiepski interes z tą ayahuasca, co to w ogóle nie działa za 15 USD plus nocleg 5 USD…
Szło z początku bardzo opornie, ale cierpliwie w końcu staneło na 10 USD za “czyszczenie” (”limpieza“) i ayahuasca felerna oraz 3 USD za nocleg.
Miła wycieczka z Polski odwiozła mnie do wejścia do wodospadu “Hola Vida” i altruistycznie postanowiłem pomóc super wspólnocie FRATES, czyli głównie Umberto i Antonio.
Praca nie była łatwa. Z początku szukalim kamlotów płaskich nad rzeką, by je zaś ułożyć na nowej ścieżce. Oj, taczuszka całkiem ciężka ;).
Na szczęście dalsza część pracy była już znacznie przyjemniejsza: mycie i noszenie kamioszków ;).
Po smacznym śniadanku wyruszyłem do PUYO. Dzień był gorący, a nie wiadomo, jaka pogoda w Quito (gdzie się wybieram dziś). Z tego powodu testom lodów, po drodze do domu Susan, nie było końca ;)!
Po zimnym, ale za to jakże orzeźwiającym prysznicu udałem się do kościółka. Zrobiłem to niejako “awansem”, bo jutrzejszy dzień w Quito stoi pod znakiem zapytania. Nie mogę się do Jeffa dodzwonić :(…
Msza była ślubna i niestety żałosna - zupełny brak skupienia i ludowszczyzna…
Szybka kimka przed podróżą i właśnie to pisze ;)!

http://picasaweb.google.com/aroundsouthamerica
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
micwasik
Michal Wasik
zwiedził 7% świata (14 państw)
Zasoby: 138 wpisów138 0 komentarzy0 0 zdjęć0 0 plików multimedialnych0