Geoblog.pl    micwasik    Podróże    Ameryka Południowa 2008    Nazca - rysunki na pustyni, wydmy, trzesienie ziemi :)
Zwiń mapę
2008
01
lip

Nazca - rysunki na pustyni, wydmy, trzesienie ziemi :)

 
Peru
Peru, Nazca
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 27305 km
 
01.07.2008 (wt.)
Nazca. Ruben

MW: pięć miesięcy naszej podróży! :)))
Lądujemy przed biurem firmy przewozowej Transmar. Wymiętoleni, dziękujemy opatrzności, że koszmar podróży dobiegł końca. Nie mamy jednak siły, żeby podróżowac tego dnia dalej. Dzwonimy, więc do Rubena, czy mógłby nas przenocować. Zgadza się! Lądujemy u niego w domu, zostawiamy bagaże i na miasto. Nazca to naprawdę brzydka mieścina, jeden z gorszych Plaza de Armas jakie widzeliśmy. Udajemy się jednak do pobliskiego szpitala. Martwią nas bowiem te ciągłe gastronomiczne problemy. Kasują nas 10 PEN. Badają Michała (ja się tam na medycynie nie znam, ale jakoś nie ufam tutejszej służbie zdrowia). Pan doktor mówi jednak, że to nie salmonella, której się baliśmy, ale jedynie jakieś zatrucie.
MW: strasznie drogie są leki w Peru - za węgielek życzą sobie 1,5 sola (jedna sztuczkę ;)).
Robimy falstart na akwedukty, ale za daleko się okazały ;)…
Jedziemy na pobliski mirador zobaczyć słynne, gigantyczne rysunki na ziemi (Nazca Lines). Można sobie oczywiście kupić przelot nad pustynią i z większej wysokości podziwiać te cuda sprzed 500 lat, ale mirador nam starczy (2 PEN autobus w jedna stronę +1 PEN wejście na mirador). Zasnęłam w autobusie i to co zobaczyłam po wysiadce rozbawiło mnie do łez. Płaskie pole, a przy drodze wieżyczka taka, jaką dysponują nadbałtyccy ratownicy. To jest ten mirador! Oczywiście wspięliśmy się na niego i zrobiliśmy zdjęcia. Jezuuu - jakie te pustynie smutne jakieś… Na dole śmieszny pan próbuje przekazać nam informacje o rysunkach, w języku polskim. Niestety brakuje mu słownictwa, więc udzielamy mu krótkiej lekcji języka polskiego (pochwala dla szybkości uczenia się i chęci!). Jeśli jacyś Polacy się tu pojawią i usłyszą słowa “ręka”, “drzewo”, “przecięty” itp. - to nasza nauka nie poszła na marne ;)!
Wracamy do Nazca. Pozostaje posiedzenie chwilkę na Plaza de Armas, internecik i do domku. U Rubena zbiera się kilku znajomych i pojawia się pisco na stole. Taki likier bardzo smaczny, 42-u procentowy. Alkohol pisco to specjalność Peru. Na przyjemnych pogawędkach i po troszku tańcach upływa nam wieczór.
MW: ktoś tam jeszcze brzdęka na gitarze ;)…

02.07.2008 (śr.)
Nazca. Ruben

Budzimy się o 11-ej. Pisco daje znać w głowach niektórych z naszego teamu. Zbieramy się powoli do wykonania wczoraj powziętych planów. Mianowicie mieliśmy w zamiarze wypożyczenie desek do sandboarding’u, maszerowanie z nimi do aguas calientes [ciepłe źródła] (od 12-ego km za miastem to godzinka, 2 godzinki, 15-20 kilometrów drogi)… Zdania były bardzo podzielone. Tam - wykśpanie się (zbawienna ciepła woda!!) i następnego dnia chcieliśmy ruszyć na Cerro Blanco - ponoć najwyższa wydma na świecie (2.078 m n.p.m.), gdzie moglibyśmy w końcu użyć naszych desek! Deski okazały się jednak drogie zważywszy, że trzeba by było na 3 dni wziąć. Na początku pani zaśpiewała nam 20 PEN za dzień, po czym zjechała do 10 PEN. Mimo to - zrezygnowaliśmy.
Taksówka do 12-ego kilometra w kiedunku Ronquillo, gdzie są aguas calientes to koszt 10 PEN (MW: są ponoć camiony i busy, ale nie chcieliśmy czekać dłużej - późno już było…). Gdy zaczynaliśmy spacer była godzina 15-a. Z myślą, że jeszcze 3 godz. drogi przed nami - ruszyliśmy. Na miejscu byliśmy o 20-ej! Już ciemno było o 18-ej, a drogi nie było widać końca. Latarka w ruch więc! Ponadto nic nie widać, zero ludzi i zmęczenie dawało o sobie znać [Mw: że o kacu nie wspomnę ;)]. Dwa razy słysząc szczekanie psów zapuściliśmy się na jakieś gospodarstwa pytając bardzo uprzejmych miejscowych o drogę. W jednej chacie natknęłam się na całą rodzinę siedzącą przy ognisku w domu… W Ronquillo i całej dolinie w ogóle nie ma elektryczności…
W końcu jak już mówiłam, wylądowaliśmy na końcu drogi (dosłownie). [Po prostu się skończyła]. Obok stała chatka, w której jakaś kobiecina powinna dać znać sąsiadowi, by przyniósł klucze do Ciepłych Wód (aguas termales / calientes). Pukamy, stukamy, psy przekrzykujemy, ale nikogo nie widać. Zapuścilismy się nawet w górę pobliskiego strumienia i jeszcze jedną scieżką prowadzącą w dół, ale to nic nie dało…. Pozostało nam rozbić namiot i poczekać z kąpielą do rana :(…
A w nocy coś nas oboje obudziło. Zatrzęsła się ziemia! Po raz pierwszy odczuliśmy prawdziwe trzesienie ziemi!!! Podobno takowe było też w czasie kursu Vipassany, ale ani ja, ani Michał nic nie pamiętamy (moc guru;)).
MW: niebo i spadające gwiazdeczki były niesamowite!
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
micwasik
Michal Wasik
zwiedził 7% świata (14 państw)
Zasoby: 138 wpisów138 0 komentarzy0 0 zdjęć0 0 plików multimedialnych0