Geoblog.pl    micwasik    Podróże    Ameryka Południowa 2008    Bolivia. Potosi
Zwiń mapę
2008
08
cze

Bolivia. Potosi

 
Boliwia
Boliwia, Potosí
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 24814 km
 
08.06.2008 (niedz.)
Potosi. Alojamiento “La Paz” (Calle Oruro). 20 BOB / os. (ok. 7 PLN)

Ojej… Ta noc była ciężka… Wcale nie przez jakieś alkoholowe ekscesy, tylko najprawdopodobniej przez wysokość i może jakoweś zatrucie… Jak się zasypiało, było zimno. W nocy x razy zmiana garderoby (ogólnie spanie w śpiworze pod 2 kocami i narzuta ;)). Raz gorąco, raz zimno… To do kibelka, to trzeba się podnieść na chwile, by się w brzusiu ułożyło… Wyro trzeszczy za każdym “się-przełożeniem”, a było ich chyba tysiące… No i niestety… [Uwaga! Będzie oblecha ;)]. Jeden ostrzegawczy beczek poszedł i żołądek wyrzucił kurczę z patas… Rzadko się to mi zdarza, ale co poradzić… W końcu Potosi to najwyżej na świecie położone miasto - powyżej 4.000 m n.p.m….
Nie zważąjąc zbytnio na niedobory snu (uważam, że nie ma się co poddawać chorobie wysokościowej, tylko działa tyle, ile wlezie - takie podejście się sprawdziło na treku w Andach, w Chile ;)) udajemy się do Museo de la Moneda (20 BOB, ok. 7 PLN). Wiadomo, że wstępy do obiektów turystycznych są zawsze droższe dla obcokrajowców, ale cóż… Za fotografowanie wnętrz, bądź filmowanie życzą sobie jeszcze ze 20 BOB (boliwiany są to ;)). Nawet przewodnika dają, co to czerstwymi tekstami rzuca pewnie przy każdym oprowadzaniu tymi samymi (np. że w towarzystwie tak pięknych dam, kiepsko po angielsku posuwa, ale ja i tak nie wierzę, że bez pań lepiej mówi, bo akcent miał żałosny ;)). Samo muzeum jednak całkiem całkiem, gdyby nie zważyć na fakt, że podobnie jak na salarach wciąż popędzają… Są i prasy do robienia siana, monety, nawet kilka obrazów, makabryczne mumie dzieci, trochę innego żelastwa :)…
Jak to w takiej metropolii być mogło, spotkaliśmy parę Szwajcarów, z którymi wycieczkowalim się w Uyuni :)!
Kolejnym punktem programu są kopalnie srebra - Cerro Rico, z których słynie / słynęło Potosi. Ponoć swego czasu miało więcej mieszkańców, niż Paryż i Londyn (Potosi miało ok. 160.000 mieszkańców, a pozostałe dwa miasta ok. 60.000 i 100.000 mieszkańców). Nie bierzemy wycieczki za ok. 60 BOB (ok. 20 PLN), tylko autobusik za 1,20 BOB. Dowozi nas do kopalni. Dziś niedziela, co oznacza, że mało górników na miejscu. Znajdujmy jednak jakiegoś weterana z 29-letnim doświadczeniem, który nas oprowadza do włościach. Ogólnie kopalnia wygląda jeden wielki bałagan… Ciekawe są tablice informacyjne promujące troskę o współpracownika, jakby mu się za chwilę umrzeć miało… Niestety… Nie wchodzimy do środka, nie chcąc się umrusać za bardzo. Tio, czyli ichniego diabła, też sobie darujemy, bo nie dość, że trzeba ponoć dwie msze drałować, to “złym” jakowymś czci oddawać nie chcemy ;)! Dziadzio sympatyczny oprowadza nas za 10 BOB (ok. 3 PLN), po drodze robiąc flachę z pobratyńcami na kolejce wożącej surowce. Ogólnie smutno to wygląda… Kobiety z dziećmi gdzieniegdzie przerzucają… Coś?! Nie wiem, co to: srebro pewnikiem nie… Salwujemy się busikiem do miasta (3 km).
Czuję się wieeele lepiej… Serdeczne dzięki Ewie za opiekę nade mną podczas nocnych rewolucji :)!
Szwędamy się po tym ślicznym mieście, gdzie naprawdę czuć, że jesteśmy w Ameryce Południowej. Argentyna przy Boliwii, to zupełna Europa ;)!
Życie toczy się na ulicy, kobiety chodzą w sukniach, rajstopach, getrach, kocach (mnóstwo !) i trzewikach (a w nocy meeega zimno bywa), a także w “kapaluszach” kultowych! Mają piękne czarne włosy, zwiżzane w dwa warkocze, na końcach ktorych dyndają ozdóbki :)! Tyłki mają raczej szerokie (choć może to od tylu warstw spódnic) i chudziutkie nóżki ;)! Dzielne są za to, ale trochę mi ich żal: popylają z dzieciaczkami na plerach i siatami wielgachnymi, choć radośnie kolorowymi na maxa (żeby sobie otuchy dodać niechybnie taki kolor mają) ;)!
Ludziska żują liście koki (my też, bo pomaga na chorobe wysokosciową i tutaj to norma).
Potosi jest naprawdę ładne [pisałem już kilka razy, nie?! Tak dla przypomnienia ;)]: wiele tu kościołów z charakterystycznymi dzwonnicami w murach, placów, uroczych uliczek. Niestety nie wiadomo za bardzo, kiedy są kościoły otwarte, ani kiedy są msze… Katedra w remoncie…
Udajemy się za 15 BOB (ok. 5 PLN) do Sucre. Tym razem droga jest boska - asfalcik i tylko 3 h! Nie trzęsie - jak blogo… Mniej więcej godzinę przez Sucre napada nas tona przekupek szturmujacych autobus, oferujących mnóstwo przysmaków (np. chicle con queso) po przystępnych cenach (np. 1 BOB, ok. 0.30 PLN).
W Sucre ewakuujemy się z autobusu przed dworcem, idąc za głosem rozsądku i ostrzeżeniami Wolfganga, by nie brać taksówek z dworca, bo okradają. Kilka “kwadr” dalej (jedna ma ok. 124m długości) lądujemy u naszego niemieckiego hosta. Super sympatycznie (prawie jak zawsze) i ny-ny :)! Jest mecz z naszą reprezentacją! Jak zwykle: Polska przegrała… Tym razem 2:0. I to z Niemcami, czyli wpółziomkami naszego hosta…

http://picasaweb.google.com/aroundsouthamerica/BoliviaUyuni
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
micwasik
Michal Wasik
zwiedził 7% świata (14 państw)
Zasoby: 138 wpisów138 0 komentarzy0 0 zdjęć0 0 plików multimedialnych0